Granice między państwami przekraczałam nie jeden raz. Pamiętam czasy, gdy stało się godzinę na przejściu w Słubicach w oczekiwaniu na wjazd do Niemiec, pamiętam szczegółową kontrolę paszportową na granicy francusko-szwajcarskiej (pierwszy raz widzieli polski paszport), wiem jakie jest główne źródło utrzymania ludności przygranicznej. Ale czegoś takiego, jak w czwartek na granicy polsko-ukraińskiej Medyka-Szeginie nigdy nie widziałam. I wolałabym tego uniknąć w przyszłości. Co jest raczej niemożliwe, bo w grudniu czeka mnie podobna wycieczka.